Ciekawostką były występy w czasówkach gwiazd specjalizujących się w bulderingu lub prowadzeniu. Nie wszystkim szło dobrze. Adam Ondra spalił dwa starty, a Sasza Digiulian miała poważne problemy z ostatnim ruchem do wyłącznika. Tym razem jednak płaczów ani pokazów wściekłości nie było, bo mistrzowie prowadzeń i bulderów podeszli do czasówek na luzie. Przyzwoity wynik, jak na „amatorów” w tej dziedzinie, osiągnęli bulderowcy Cedric Lachat (13,67) i Thomas Taupron (10,56), co pozwoli im na zajęcie dobrych miejsc w kombinacji.
Jedyna dyscyplina, w której możesz dokopać Adamowi Ondrze. Fot. Piotr Drożdż
Naszym reprezentantom niestety nie powiodło się. Panowie wprawdzie w komplecie weszli do 1/8 finału, ale zarówno Marcin Dzieński, jak i Jędrzej Komosiński nie przeszli dalej. Najlepszy wynik odnotował Łukasz Świrk, zajmując dobre szóste miejsce.
Nasza największa nadzieja medalowa, Edyta Ropek, pechowo przegrała o 0.02 sekundy bieg o wejście do 1/2 finału i zajęła piąte miejsce. Monika Prokopiuk była dziewiąta, a Klaudia Buczek – siedemnasta.
To nie był dzień naszej mistrzyni. Fot. Piotr Drożdż
Ja z restauracyjnych przecieków dowiedziałem się, że tajemną bronią wspinaczy na czas jest zjedzenie steku odpowiedniej wielkości. Cóż, tajemnicę sukcesu już znacie, więc można napierać na wertykalne bieżnie :)

Mistrz i rekordzista świata. Fot. Piotr Drożdż
Miras